„Moim najlepszym przyjacielem jest ten, kto pozwala mi wydobyć to, co we mnie najlepsze.” Henry Ford

W każdym z nas tkwią możliwości, większe niż się spodziewamy. Mamy oczekiwania, marzenia, sfery, które mogłyby rozkwitać, gdybyśmy je tylko poznali i lepiej pielęgnowali. To nasz potencjał. Trafiłeś do motywacyjnego ogrodu, który nie jest jednak zwykłą stroną popularnej psychologii sukcesu, jakich jest w Internecie wiele. Tu znajdziesz także zagadnienia nie poruszane gdzie indziej, trochę różnorodnej wiedzy z psychologii, zarządzania, pogranicza różnych dyscyplin wiedzy. Inspiracje nie tylko psychologiczne, ale także intelektualne, może nawet duchowe.

Od kilkunastu lat kieruję ludźmi, pracuję z ludźmi, uczę i szkolę ludzi, piszę dla ludzi. Dotąd dzieliłem się tym wszystkim co wiem, myślę, czuję i chcę przekazać na tej prywatnej stronie oraz na blogu. Nadszedł czas oddzielenia tego co artystyczne, tego co profesjonalne i tego, co osobiste. Poezję, prozę i eseje znajdziesz na www.pohl.art.pl. Publicystyka, opinie bieżące, sprawy różne, moje osobiste opinie pozostają na www.ptakiduszy.blog.onet.pl. A tutaj znajdziesz nie tylko archiwum naukowe i opracowania (od humanistyki po marketing i zarządzanie), lecz przede wszystkim będziemy się wspólnie uczyć pracować nad sobą, rozwijać, czyli wydobywać z siebie to co najlepsze. Witaj w świecie tych, którzy wiedzą, że zatrzymać się w rozwoju, to znaczy cofać się i że najważniejsze czego się dowiedzą, osiągną, nauczą wciąż na nich czeka. Nie pozwól im czekać dłużej J

Tomek Pohl

Wolność, odpowiedzialność, pracowitość…

Pociąganie innych do odpowiedzialności to cel życia niejednego człowieka. W sensie zawodowym to zrozumiałe, gdy chodzi o pracę tych, którzy zawodowo strzegą przestrzegania prawa. W kontekście moralnym, to zadanie także dla polityków, dziennikarzy, choć komisje do spraw ścigania wszystkich i wszystkiego dowiodły jedynie swej stronniczości i amoralnej chęci niszczenia politycznych przeciwników, a nie chęci odkrycia całej prawdy. Nie zmienia to jednak faktu, że odpowiedzialność to pojęcie decydujące o naszej postawie i losach: w pracy, w rodzinie, na każdej drodze naszego działania. Najczęściej jednak myślimy o tym, kto i za co jest odpowiedzialny, tymczasem problem odpowiedzialności jest indywidualny i zaczyna się ode mnie. A może od Ciebie ? ;-)

Człowiek skazany jest na to by być wolnym. Skazany – nie stworzył  bowiem samego siebie, a mimo wszystko jest wolny. Kiedy już  raz rzucony zostaje w świat jest odpowiedzialny za wszystko co robi – twierdził Jean-Paul Sartre. Śmiała to teza, jednak wierzę, że w życiu jest tak, że dorosły człowiek zbiera takie żniwo, jakie nasiona zasiał. Nasiona czynów, myśli i celów lub ich braku. Oczywiście ludzka natura lubi zrzucać odpowiedzialność na innych -  na rodziców, rządzących, historię, warunki, ale zawsze jest pewien zakres odpowiedzialności, który należy do nas samych. To nie jest kwestia miejsca na Ziemi, ustroju, genów, klimatu, ideologii, czy religii tylko naszego charakteru, nastawienia, myślenia i postępowania.

Na czym jednak polega odpowiedzialność? Czy tylko na formalnym ponoszeniu odpowiedzialności za swoje czyny przed prawem, przed innymi? Odpowiedzialność ponosimy przed prawem, czy tego chcemy czy nie i nie ma tu miejsca na wybór. Zgodnie z definicją Człowiek odpowiedzialny to ktoś na kim można polegać (Słownik języka polskiego). Do tego to się sprowadza, do możliwości mówienia każdemu: Możesz na mnie polegać i działaniu zgodnym z tymi słowami. To jednak kwestia wyboru postawy, stylu działania, posiadaniu motywacji płynącej z wnętrza. To kwestia wolności wyboru, dojrzałości, moralności, uczciwości, pracowitości, lojalności, czyli odpowiedzialności właśnie.

Jaki to ma związek z zarządzaniem? KLUCZOWY! Lider to ktoś kto bierze odpowiedzialność. Za innych, za działania, za efekty, za wizję lub jej brak, za rozwój (nie tylko organizacji ale nade wszystko poszczególnych członków zespołu i samego siebie!), za warunki, za nastroje, motywacje, relacje, nawet za entuzjazm lub jego brak. Przywódcę poznasz po słowach: „Jeśli ktoś jest odpowiedzialny, to jestem to ja”. (Brian Tracy, Tajemnice efektywnego przywództwa). Fenomen prawdziwego przywództwa polega na tym, że biorąc pełną odpowiedzialność za wszystko jednocześnie deleguje się na innych działania, procesy, projekty. Deleguje się wierząc w cudzą  odpowiedzialność, kompetencje, uczciwość i w to, że ludzie lubią pracować, sprawdzać się, tworzyć. Że można na nich polegać, bo są odpowiedzialni. Że kontrolowanie to raczej motywowanie, wspieranie, wzmacnianie a nie popędzanie, karanie, wyżywanie się na ludziach.

Odpowiedzialność nie jest uczuciem z jakim podchodzimy do realizacji jakiegoś celu. To raczej świadomość celowości działania i konsekwencji jego zaniechania. To filozofia przejęcia kontroli nad wydarzeniami, zjawiskami, działaniami, a nie bezwolne pływanie z prądem. W świecie zmian mamy ciągłe poczucie zależności od innych, od wydarzeń,   trendów, kryzysów. Nie zwalnia nas to od odpowiedzialności. Mamy wybór: Albo przyczynimy się do wprowadzania zmian i weźmiemy za nie odpowiedzialność, albo staniemy się ich ofiarami.(Richard Bannon). Nie bądźmy ofiarami, bądźmy tymi, którzy zmieniają siebie, radzą sobie ze zmianami wokół i adekwatnie do tych zmian reagują oraz biorą odpowiedzialność za każdy dzień, sprawę, telefon, pismo, problem, drobiazg, czy wielki projekt, a nawet za uśmiech na twarzy lub jego brak…

Marketing i ryby, które mają głos! ;-)

Czymże jest ten słynny marketing? Czy to jedynie analityczno-ekonomiczna wiedza? A może jakaś alchemia ekonomii, magia sprzedaży, sztuka, czy szarlataneria wywierania na klienta wpływu, umiejętność informacji i motywacji? A może zdolność manipulacji, prania mózgów i serc? Czy to wiedza, czy umiejętności, czy można się tego nauczyć, czy jest wrodzoną zdolnością? Czy marketing zależy od umiejętności stosowania technik, czy jest kwestią kreatywności, intuicji, twórczego rozwiązania problemów? Kiedy i gdzie zaczyna się cały ten marketing?

Na początku był marketing. Kiedy dziecko przyszło na świat – krzyknęło i to była esencja marketingu: wyrażenie całej gamy potrzeb i jednoczesna autoreklama wołająca oto jestem, zobaczcie mnie, usłyszcie, kupcie mnie! Do tego to się sprowadza, do połączenia potrzeb (klienta) ze sposobami ich zaspokojenia (towary, usługi). I tak to od dziecka działa: w domu, w przedszkolu, w szkole. Wyrażamy siebie, sprzedajemy swe słowa, reklamujemy zdolności śpiewania, recytowania, bawienia. Jak mamy za mało na pokaz zawsze możemy powiedzieć a mój tato, a moja mama to. Rzekłbym, że mamy to we krwi, w genach i jest to silne. W końcu jednak to my byliśmy najsilniejszym plemnikiem lub/i najbardziej płodnym jajeczkiem, a czym skorupka za młodu nasiąknie…

Wiemy, że edukacji generalnie nie potrzebujemy (We don’t need no education, we don’t need no thougths control), ale w szkole trzeba umieć się sprzedać (czyli znowu marketing). Grzeczni mają lepiej, Ci w których wierzą nauczyciele najlepiej. Eksperyment Roberta Rosenthala, który polegał na losowym podzieleniu uczni ów na zdolnych i zdolnych inaczej dowiódł, że często jesteśmy tacy, jak widzą nas inni, jak o nas myślą inni, jak w nas wierzą. To kwestia albo naszego wizerunku, albo motywacji, jaką inni potrafią w nas wzbudzić. Oczywiście wiedza, intelekt są ważne, okazuje się jednak, że inteligencja emocjonalna jest bardzo racjonalna.

Pełni doświadczeń lat (przed)szkolnych wkraczamy w dorosłość studencką, pracowniczą, w której wszystko na sprzedaż, my na sprzedaż. Jaki jest pierwszy tekst reklamowy, który piszemy? Curriculum vitae albo/i list motywacyjny! Toż to czysta reklama, autoprezentacja, sztuka sprzedawania siebie, kreowania wizerunku. To samo robimy na rozmowach kwalifikacyjnych, wszelkich egzaminach, testach, występach, czy w publikacjach! Także już pracując dbamy nie tylko o dobrą realizację naszych zadań, ale również o dobre ich pokazywanie, sprawozdawanie, reklamowanie. Znacie na pewno ludzi, którzy są bardzo efektywni, ale nie efektowni, albo efektowni, ale nie efektywni? Każdy szef musi umieć rozróżnić te cechy. Inaczej może mieć kłopoty.

I wreszcie to co młodzież określa dziś słowem lans. Wkraczamy na tzw. rynek uczuć, gdzie wszelkimi sposobami próbujemy zrobić dobre wrażenie na płci przeciwnej. Stroje, ubrania, kreacje, fryzury, makijaże, zapachy, style, mody, ruchy, gesty, intonacja głosu, spojrzenia, czyli sztuka uwodzenia. Czasem w oprawie aut, miejsc, zdarzeń. Czysty marketing, promocja siebie, kreowanie wizerunku. Ileż wkładamy w to wysiłku, żeby wypaść najlepiej. Trudno się potem dziwić, że ludzie zakochują się w swoich oczekiwaniach na temat drugiej osoby, w swoich wyobrażeniach o niej, a nie w żywych niedoskonałych ludziach. Kupują oczami i oczekiwaniami, tak jak każdy z nas, klientów…

Mamy ten marketing w sobie, wokół siebie, nawet na sobie, a szukamy jakiegoś kamienia filozoficznego, magicznej definicji, zachowujemy się jak rybka, która szukała oceanu:

- Przepraszam panią – rzekła jedna morska ryba do drugiej – jest pani starsza ode mnie i bardziej doświadczona, pewnie będzie mi pani mogła dopomóc. Proszę mi powiedzieć, gdzie mogę znaleźć to, co nazywają oceanem? Szukałam już wszędzie – bez rezultatu. – Oceanem jest miejsce, gdzie teraz pływasz – odpowiedziała stara ryba. - To?! – Przecież to tylko woda… A ja szukam oceanu! -Odparła rozczarowana młoda ryba odpływając, by szukać gdzie indziej. Jesteśmy często jak ta ryba, pływamy w tym oceanie, a szukamy wzoru chemicznego wody, nazwy akwenu, chcemy nazywać, zamiast doświadczać i przeżywać…

Marketing to nie jest tylko coś, czego można się nauczyć, wykuć, zostać teoretykiem. Marketing w praktyce, jest jak powietrze, którym oddychamy, jak woda, w której pływamy. Należy go dostrzec, poczuć, zrozumieć, pokochać,  zanurzyć niczym w morzu, poznać jego zmienne prądy i płynąć z tymi prądami, za ławicami ryb, którymi są nasi klienci i łowić, a potem sprzedawać, sprzedawać, zarabiać! W każdym z nas jest marketing. Twoja postawa, wiedza, umiejętności, charakter, wiara w siebie, kreatywność, komunikatywność, nastawienie, chęć rozwoju, odwaga, zaangażowanie to właśnie to. Dobry marketingowiec to psycholog, obserwator, słuchacz, widz, czytelnik, zanurzony we współczesnej kulturze, życiu codziennym, języku. Gdziekolwiek w swym życiu zajmujesz się marketingiem, nie bój się, bo Marketing to zbyt poważna sprawa, by powierzyć ją działowi marketingu ;-) (David Packard).

Gra zespołowa

Czyń to, co możesz, za pomocą tego, co masz, tam, gdzie jesteś. Theodore Roosevelt

Dominuje taki stereotyp w polskiej myśli sportowej lub kibicowej, że Polacy nie są zdolni do osiągania sukcesów zespołowych. Śmiem twierdzić, że to bzdura, wystarczy prześledzić historię polskiej piłki nożnej, siatkówki, piłki ręcznej i wielu innych dyscyplin zespołowych, by każdemu dowieść, że to nieprawda. Historia narodowa pełna zmagań, konspiracji, walk nauczyła nas współpracy, koegzystencji i grania o osiągnięcie wspólnego celu. Sukcesy wielu polskich firm dowodzą, że nie jesteśmy narodem li tylko indywidualistów, samotników i aspołecznych frustratów. Potrafimy grać zespołowo, co nas do tego motywuje, to już odrębny temat.

Zespołowa gra, to coś naturalnego. Życie zaczynamy od koegzystencji fizycznej, jaką jest uzależnienie dziecka od matki, a po narodzinach od całego bliskiego otoczenia. Rodzina to zespół, który gra, tak jak nauczyli się grać jego poszczególni członkowie. Szkolna klasa to także zespół, czy dobrze dobrany i zgrany, zapewne nie zawsze, ale są w nim grupy, które grają zespołowo, osiągając wspólny cel w postaci zdobycia wiedzy, dyplomu, umiejętności. Mądry pedagog wie, że najlepsza klasa, to klasa zintegrowana, gdzie wartością jest kooperacja, a nie rywalizacja i wierzcie mi, że nie mam tu na myśli pomagania typu wyręczanie (ściąganie), lecz na dzieleniu się wiedzą, źródłami, umiejętnościami.

Całe nasze funkcjonowanie zależy od umiejętności gry zespołowej: firmy, urzędy organizacje, instytucje, kluby, stowarzyszenia, grupy, samorządy, rodziny, kręgi przyjaciół, spółdzielnie, kościoły, związki. Życie to gra zespołowa i jest w niej tylko jeden jedyny problem, że każdy chciałby zdobywać bramki, punkty, zwyciężać, zdobywać chwałę, być tym, który wieńczy akcję całego zespołu zdobyciem celu. Ale życie jest inne. 22 zawodników gra w piłkę nożną na boisku, ale piłka jest tylko jedna. Formacje muszą ze sobą współpracować, dzielić się piłką, podawać, osłaniać tych, którzy atakują. Najważniejszym graczem okazuje się najczęściej ten bez piłki, który jest we właściwym miejscu, czasie i jest gotowy. Na przykładzie współczesnego sportu zespołowego można powiedzieć, że wszyscy bronią, wszyscy atakują, znikają sztywne podziały ról i zadań. Jeden zespół, wspólny cel i efekt.

Myślę o zawodniczkach i zawodnikach bez piłki. O tych którzy nie zdobywają osobiście punktów i nie strzelają bramek. Ale podają, myślą jak rozegrać akcję, osłaniają innych, zabezpieczają. Grają bez piłki, ale śledzą jej lot, miejsce i są gotowi, by włączyć się do akcji. Są tłem. Są aktorami drugoplanowymi. Nie ma ich na liście strzelców. Nie szukają aplauzu indywidualnego. Nie są gwiazdami, tylko pracownikami, wyrobnikami, rzemieślnikami. Jednak bez nich nie byłoby zwycięstw. Są jak fundament domu, którego nie widać, ale bez którego nie byłoby ścian i dachu. Są jak korzeń drzewa, choć my podziwiamy owoce i liście. Znają swoje miejsce, ale czy my znamy ich znaczenie i rolę? Jeśli znamy i doceniamy, to znaczy, że gramy zespołowo, nawet jeśli to nam przypada rola liderów i gwiazd. Jeśli będąc liderami nie wiemy tego, co od kogo w zespole zależy, to znaczy że nasze przywództwo jest powierzchowne.

Służenie – poniżenie czy wyróżnienie?

Motto: Głównym powołaniem człowieka jest raczej służyć, niż zmuszać do posłuchu (Albert Einstein)

Jakże pięknym klasycznym zwrotem sprzedawcy były przez lata słowa Czym mogę służyć? Dziś słyszymy jedynie proszę, słucham, niekiedy w czym mogę pomóc? Służenie nie jest w modzie, ani jako postawa w miejscu pracy, ani jako filozofia robienia czegokolwiek. Może dlatego, że kojarzy się ze służącym – kimś w obiegowej opinii poniżanym, gorszym, wykorzystywanym. Zapominamy o tym, że pojęcie służenia, ma u swych korzeni wymiar szlachetny, wyróżniający, godny uznania.

Kiedy oglądamy tak modne ostatnio filmy o czasach antycznych (szczególnie rzymskich), nie różnicujemy pomiędzy sługami i niewolnikami, a to różnica zasadnicza. Owszem, niektórymi służącymi byli niewolnicy, ale nie każdy sługa to niewolnik. Służący tym się różni od niewolnika, że otrzymuje za swoją pracę i usługi zapłatę. To praca, która jest wyborem ją wykonującego, za którą należy się wynagrodzenie i uznanie. Większość zawodów opiera się na służeniu innym. Jest to zawarte nawet w wielu nazwach, takich jak Służba Zdrowia, Służba Publiczna, Służba Wojskowa, Służba Więzienna, Służba Celna, a nawet Służby Specjalne. Te nazwy podkreślają wyjątkowe znaczenie owych służb i ich prestiż społeczny.

Jest jedna cecha, która łączy służących z tymi, którym służą – to zaufanie. Ufamy lekarzowi, idąc do niego, że ma wiedzę niezbędną do postawienia diagnozy. Ufamy wojsku, że nas (w razie czego) obroni. Ufamy, że wszystkie służby, służą nam i naszemu dobru, a nie sobie. Także w kwestii służących, w czasach gdy byli oni częściej spotykani, to pracę tę otrzymywali jedynie tacy ludzie, którzy cieszyli się zaufaniem pracodawcy. Bycie służącym oznaczało dostęp do miejsc, widoków, wiadomości bardzo osobistych. Służba była niejednokrotnie także odpowiednikiem dzisiejszej ochrony. Motto amerykańskiej policji, to słowa To protect and serve (Chronić i służyć) i to niewątpliwie szlachetna idea.

W prawie polskim ustanowiono służbę cywilną w celu zapewnienia zawodowego, rzetelnego, bezstronnego i politycznie neutralnego wykonywania zadań państwa. To bardzo dobre założenia, pokazujące pośrednio, na czym opierać się winno służenie innym. Szczegóły promowanych postaw regulują w wielu instytucjach Kodeksy Etyki lub inne unormowania, które najczęściej wywodzą się z Europejskiego Kodeksu Dobrej Administracji przyjętego przez Parlament Europejski w dniu 6 września 2001 r. Wszystkie one nobilitują pojęcie służenia i służby do rangi pracy wykonywanej solidnie, uczciwie, godnie.

Dlaczego więc tak często wzdrygamy się przed służeniem? Bronimy się tekstami w rodzaju Nie jestem twoją służącą/twoim służącym, albo kwitujemy polecenia szefa słowa Pan każe, sługa musi. Ludzka natura (kochająca przyjemności i łatwizny) woli, kiedy to jej się służy. Jest to dążenie do wygody, przyjemności, do korzystania, a nawet do wykorzystywania innych. Buntuje się, kiedy ma przejść od myślenia o sobie (egoizm) do myślenia o innych (altruizm). Nawet te obowiązki, które przyjęliśmy na siebie z racji umowy (o pracę), albo umowy na związek (małżeństwo), nawet one niekiedy rodzą nasz bunt, czasem złość i niechęć. Cóż za ironia, czyż ktoś nas zmuszał do zawierania umów o pracę, wchodzenia w związki? A może nie byliśmy świadomi wszystkich konsekwencji naszych zobowiązań?

Na szczęście jako ludzie mamy zawsze prawo wyboru i szanse rozwoju, a każdy kto prawidłowo rozwija się psychicznie i emocjonalnie odkrywa, że żyć to nie tylko znaczy brać, ale także dawać i że być, to nie oczekiwać na obsłużenie, ale służenie. To prawdziwy zysk dla naszego poczucia spełnienia, jeśli dajemy, choć czasem wydaje się trudne. Nawet religia odnosi się do tych postaw: bo kto chce być pierwszym, niech będzie sługą wszystkich. Znane słowa, ale czy zrozumiane? Szokujące dla ludzkiego hedonizmu nauczanie Jezusa pokazuje, że wielki człowiek, to ten który służy, a nie ten który ma armię sług, bo służenie to wielkość charakteru i ducha. Także inne religie uczą, że służenie innym jest ważną częścią duchowości i że to służenie czyni osobę wielką. Prabhat Ranjan Sarkar, hinduski filozof, rewolucjonista społeczny, poeta powiedział: Bądźcie wielcy poprzez waszą (…) służbę i poprzez wasze poświęcenie. Rzekłbym, że tylko wielcy ludzie potrafią służyć innym ze świadomością robienia wielkich rzeczy, nawet przy sprawach pozornie małych i błahych.

Kiedy spojrzymy na każdą grupę w społeczeństwie, poczynając od rodziny, poprzez firmy, zakłady, instytucje, organizacje, zrzeszenia, kluby, urzędy, na partiach politycznych i instytucjach władzy kończąc przekonamy się, że mają one rację istnienia tylko wtedy, kiedy jej członkowie potrafią służyć sobie nawzajem i innym. Życie to służenie, bo kto nie potrafi służyć, nie potrafi funkcjonować ani w rodzinie ani w społeczeństwie. Myślę, że służenie to coś więcej niż praca, więcej niż obowiązki, więcej niż zrobienie, wykonanie. Czym się różni? Świadomością tego, że to co robimy ma sens, jest pożyteczne, użyteczne, albo przynajmniej konieczne. Pewnością, że czyniąc to, pomagamy, zmieniamy świat na lepsze, zaspokajamy czyjąś potrzebę, czyli właśnie służymy, a służąc spełniamy się jako ludzie.

PS Mam nadzieję, że ten blog będzie Wam dobrze służył ;-)