Nie wiadomo, kiedy u człowiek proces dojrzewania się kończy; są tacy, co twierdzą, że dopiero w chwili śmierci. Antoni Kępiński
Magiczna dorosłość, na którą czeka się całe dzieciństwo i młodości kawałek jest tylko umowną granicą, nie mająca nic wspólnego z dojrzałością. Możemy dawać dowody osobiste dwumetrowym chłopom, zarośniętym jak troglodyci i umięśnionym jak kulturyści, możemy celebrować osiemnastki dojrzałym nad wyraz dziewczynom fizycznie już bardzo kobiecym, ale nie ma to nic wspólnego z dojrzałością. Tak jak w przyrodzie, roślina która rośnie i zakwitać zaczyna wcale jeszcze nie jest rośliną dojrzałą, nie ma jeszcze nawet zawiązek owoców, a cóż dopiero marzyć o plonach, owocach – tak w życiu, psychice i duszy nic nie rodzi się szybko, łatwo i prosto.
Czym jest owa magiczna dojrzałość, ten stan do którego zmierzaliśmy, zmierzamy, a może nigdy nie dotrzemy? Można mówić o świadomości siebie, poczuciu odpowiedzialności, gotowości do związków, umiejętnościach społecznych, rozsądku, ponoszeniu konsekwencji za swoje czyny i słowa, o predyspozycjach emocjonalnych, intelektualnych, moralnych. Czy jest jednak jakaś granica, po której mówimy „to już!”? John Powell napisał, że wzięcie całkowitej odpowiedzialności za wszystkie nasze czyny, a także za nasze emocje i zachowania będące reakcją na różne sytuacje życiowe, jest najważniejszym krokiem na drodze ku dojrzałości. Któż jest władcą wszystkich swoich emocji i stanów? Poza tym owo wzięcie odpowiedzialności to krok na drodze, najważniejszy – ale dopiero krok.
Ponoszenie odpowiedzialności za nasze decyzje, czyny, emocje tyle ma wspólnego z dojrzałością, że najczęściej dowodzi nam jak bardzo byliśmy niedojrzali w momencie czynienia tego, za co właśnie odpowiadamy. Czy jest w ogóle jakaś teoretyczna dojrzałość, czy może raczej nasze konkretne reakcje na bodźce, zdarzenia, wyzwania rzeczywistości? Obawiam się coraz częściej, że rację ma autor twierdzenia, iż Dojrzałość to nic innego jak świadomość swoich ograniczeń. Dotarcie do własnych granic. W tym kontekście niedojrzałość jako wiara w brak ograniczeń, jest nawet darem, bez którego trudno byłoby żyć i realizować cele. W czasach dominacji psychologii sukcesu mówienie o ograniczeniach jest na pewno niemodne albo niewygodne, ale może właśnie dojrzałe?


To jest podobnie jak z prawem jazdy i umiejętnością kierowania samochodem. Ani zdanie egzaminu, ani tym bardziej siadanie za kółkiem w celu przemieszczenia się z punktu A do punktu B, nie dowodzą ani bycia dobrym kierowcą, ani bycia odpowiedzialnym człowiekiem. Dojrzałość i odpowiedzialność są pojęciami względnymi i każdy inaczej je rozumie, podobnie jak piękno i brzydotę, mądrość i głupotę, bogactwo i biedę. Są pewne cechy, które człowiek musi przejawiać, jeśli chce żyć w społeczeństwie i być w nim akceptowanym. Zaś prawdziwą miarą człowieczeństwa jest zdolność uczenia się i przesuwania granic własnego poznania.
To porównanie z prawe jazdy jest bezbłędne. Też tak miałem, że doświadczyłem, czym jest jazda wtedy, kiedy już nie było przy mnie instruktora, tylko droga, skrzyżowania, korki, zmęczenie… Myślę, że pojęcie dojrzałości jest inne dla każdej epoki, kultury, płci, choć może znalazłyby się jakieś wspólne miejsca, definicje, wartości?