Najbardziej pokręcony cytat motywacyjny należy według mnie do Richarda Bandlera i brzmi: „Jeśli tego nie robisz, nie umiesz tego”. Rozumiesz moją irytację? Gdzie tu logika? Przecież rozsądek podpowiada, że jeśli czegoś nie umiesz, to się za to nie zabierasz, bo nie wiesz jak. Albo inaczej: wiedza i przygotowanie powinny poprzedzać działanie. To brzmi dobrze i nawet się rymuje, ale po latach doświadczeń przyznaję rację Panu Bandlerowi. Nie ma takiej niewiedzy, która usprawiedliwiałaby rezygnację z działania, gdyż działanie jest zawsze połączone ze zdobywaniem wiedzy.
Czy znasz sytuację, gdy szef (szefowa) zleca do zrobienia coś kompletnie nowego i nie pyta nawet czy potrafisz? Ja tak miałem i to niejeden raz. Na początku to dość deprymujące. Ale jeśli przełamie się lęk, pokona stres i spróbuje, to najczęściej „da się zrobić”. Jak to powiedział Theodore Roosevelt „Zawsze, kiedy Cię pytają, czy potrafisz coś zrobić, powiedz że potrafisz i zajmij się zdobywaniem informacji, jak to zrobić.” Oczywiście tej zasady nie stosujmy, w sytuacji ratowania komuś życia, bo wtedy na zdobywanie informacji jest za późno, ale generalnie te słowa dobrze radzą. Cóż bowiem mówimy naprawdę wypowiadając słowa „Nie umiem”? Mówimy: nie chce mi się, boję się tego podjąć, nie wierzę w siebie, mam za mało wiedzy lub doświadczenia. Tyle, że niechęć, lęk, lenistwo, brak wiary w siebie są raczej czynnikami naszej natury, psychiki, nastawienia i nie mają wiele wspólnego z wiedzą.
Tak naprawdę postawa jest najważniejsza. Kto chce szuka powodów, a kto nie chce szuka pretekstów odmowy. Wiarę w siebie także budujemy poprzez działanie. Dziecko po przyjściu na świat nie potrafi samodzielnie żyć. Ale w ciągu kilku lat potrafi nauczyć się mówić, chodzić, bawić, tworzyć, jeść. Wystarczy, że chce, próbuje i naśladuje!!! Ma naturalną potrzebę poznawania, działania, sięgania i pomagania dorosłym. Dlaczego jako dorośli zabijamy w sobie tę dziecięcą ciekawość i porywanie się na wszystko? Kto w nas to zabija? Rodzice, szkoła, czy może my sami i nasze wygodnictwo? W życiu jest tak jak powiedział Henry Ford: „Jeśli sądzisz, że potrafisz, masz rację. Jeśli sądzisz, że nie potrafisz, również masz rację.” Kwestia tkwi tylko w tym, której racji przyznajemy rację. Którą wybieramy.


Sądzę, że bardzo często nie podejmujemy próby, aby nie obnażyć swej niewiedzy, braku umiejętności, słabej kondycji, itp. Boimy się ośmieszenia, że jesteśmy tacy słabi, że nie umiemy, że się nie znamy, że nie poradzimy sobie.
Sztuką jest nauczyć się przełamywać to poczucie.
Skąd założenie, że musimy umieć, wiedzieć? Nie musimy. Od czegoś trzeba zacząć. Ci najlepsi też zaczynali.
A to, że ktoś jest od nas mądrzejszy, czy w czymś lepszy nie oznacza, że my jesteśmy bezwartościowi, czy też musimy mu dorównywać.
Każdy powinien iść swoim rytmem. Błędem jest to ciągłe porównywanie się z innymi, ale właśnie to pokazuje, tego uczy nas świat, wbijając nas w niepotrzebne kompleksy. Potem nawet nie próbujemy, bo nie możemy od razu być doskonali.
Mądry szef otacza się ludźmi mądrzejszymi od siebie, a głupi głupszymi. Mądry człowiek nie boi się pytać, eksperymentować, doświadczać. Nawet porażka jest tylko kolejną lekcją. Fakt, że boimy się porażek, ośmieszenia, wolimy zwyciężać, ale to trochę tak jak w sporcie, mistrza nikt nie pyta ile razy przegrał, zanim wreszcie wygrał. Trochę to głupie. Ja mam takie powiedzenie własne (chyba
, iż lepiej być wróblem wśród orłów, niż orłem wśród wróbli. I kiedy piszę takie artykuły zawsze przychodzi mi na myśl „Sztuka motywacji” A. McGinnisa i dziesiątki jego przykładów. Miło mi z powodu wizyty Tutaj i komentarza, jak zawsze obszernego i niebanalnego.
Bo się uśmiałam od tego powtarzania;-)) Prawda, że trochę zapomniałam o tym miejscu, a ostatnio miałam zajrzeć, ale zawsze jakoś później mi wychodziło…;-)) Nie żałuję w każdym razie. Tym bardziej, że mikrobami już się zachwycałam;-)
No dobrze. Ale może być mądry, ale zakompleksiony tak silnie, że trudno mu się przełamać (fakt, to bardziej inteligencja niż mądrość). Ewentualne ryzyko pokazania swej niewiedzy może być zbyt silne, aby spróbować.
Byłeś kiedyś zakompleksiony?;-)) Ja byłam, wiem, co mówię. W tej chwili machnęłam już ręką. Szkoda tracić życie, wycofując się na starcie. Mam wiele braków. Trudno. Nawet z Tobą gadam, bo wiem, że mnie lubisz, zatem wybaczysz ewentualne braki;-) No początku nie wiedziałam, czy sprostam…
Nie muszę wiedzieć, umieć. Ale rozmawiam. Pewnych tematów nie podejmę, ale w innych mogę pokazać, że coś wiem.
Nie zawsze tak było. Ale dobrze się stało, że zaszła taka zmiana.
Dlatego wiem, co chcesz powiedzieć i uważam, że masz rację. Jednak nie jest to łatwe, kiedy człowiek czuje się gorszy od innych.
Może dlatego tak mi imponuje wszechstronność?
Ale za groma nie będę próbowała nawiązać jakichkolwiek relacji z człowiekiem, który choćby spróbuje pokazać mi swoją wyższość. To też sztuka, rozmawiać z drugim tak, aby mu tego nie pokazać.
Skupiam się w tym wypadku na tym poczuciu niższości, bo znam to od podszewki, jednak powodów w tym wypadku może być mnóstwo, z pewnością kto inny skupi się na innym aspekcie.
Wiesz, generalnie moje poczucie wartości siebie budowało się długo i buduje nadal. Myślę, że to proces. Ja myślę, mam dystans do swoich niedoskonałości, czy słabości, przy jednoczesnym poczuciu wartości. Bill Cosby powiedział kiedyś, że nie wie co jest kluczem do sukcesu, ale kluczem do porażki jest pragnienie podobania się wszystkim. Jest też powiedzenie: „Czy ja jestem zielony dolar żebym się wszystkim podobał? Chyba na początku mego bloga onetowego (http://ptakiduszy.blog.onet.pl/Jak-siebie-samego,2,ID133638234,DA2006-09-08,n) jest niegłupi tekst o samoakceptacji. Napisałem go kiedyś dla moich uczniów, żeby ich zmotywować. A ja, cóż… W 8mej klasie miałem 150 cm wzrostu, w I klasie technikum średnią 3,5 a jak zdawałem na studia Pani Profesor M. patrząc na moje maturalne świadectwo ze zdjęciem w mundurze zapytała: Czego ja technik-mechanik-marynarz szukam na filologii
)) I tak dalej i tym podobnie…Każdy ma pięty achillesowe, sztuką jest żyć patrząc na te drugie
))
Ale miałeś ogromne parcie na samorealizację. Podziwiam Twoje szukanie swego miejsca. Miałeś siłę – szukałeś siebie, podczas gdy większość przegląda się w cudzych oczach. Przynajmniej tak Cię widzę. I jako ciągle poszukującego zresztą też. Sądzę, że się nigdy nie zatrzymasz, ale w dobrym znaczeniu.
Do tekstu zerknę oczywiście, jeśli mnie tam nie było jeszcze;-) A nawet gdybym była, warto przypomnieć, tego nigdy za dużo.
Myślę, że to jakaś suma genów, ludzi, miejsc, szkół, rodziny, przyjaciół, książek dokoła, doznań estetycznych, widoków, zdarzeń historycznych, a pewne rzeczy być może są nam „dane z góry”, jako dar, talent, zobowiązanie. Trzeba też pewnie mieć rodzaj szczęścia, by ta jakaś suma elementów, ułożyła się w określonych okolicznościach. Wiesz, życie człowieka może zmienić jedno dobre słowo, zdarzenie, człowiek, nauczyciel, rodzic, babcia, dziadek, ktokolwiek. W cudzych oczach widzimy siebie, ale kształtujemy we własnym wnętrzu…