Motto: Głównym powołaniem człowieka jest raczej służyć, niż zmuszać do posłuchu (Albert Einstein)
Jakże pięknym klasycznym zwrotem sprzedawcy były przez lata słowa Czym mogę służyć? Dziś słyszymy jedynie proszę, słucham, niekiedy w czym mogę pomóc? Służenie nie jest w modzie, ani jako postawa w miejscu pracy, ani jako filozofia robienia czegokolwiek. Może dlatego, że kojarzy się ze służącym – kimś w obiegowej opinii poniżanym, gorszym, wykorzystywanym. Zapominamy o tym, że pojęcie służenia, ma u swych korzeni wymiar szlachetny, wyróżniający, godny uznania.
Kiedy oglądamy tak modne ostatnio filmy o czasach antycznych (szczególnie rzymskich), nie różnicujemy pomiędzy sługami i niewolnikami, a to różnica zasadnicza. Owszem, niektórymi służącymi byli niewolnicy, ale nie każdy sługa to niewolnik. Służący tym się różni od niewolnika, że otrzymuje za swoją pracę i usługi zapłatę. To praca, która jest wyborem ją wykonującego, za którą należy się wynagrodzenie i uznanie. Większość zawodów opiera się na służeniu innym. Jest to zawarte nawet w wielu nazwach, takich jak Służba Zdrowia, Służba Publiczna, Służba Wojskowa, Służba Więzienna, Służba Celna, a nawet Służby Specjalne. Te nazwy podkreślają wyjątkowe znaczenie owych służb i ich prestiż społeczny.
Jest jedna cecha, która łączy służących z tymi, którym służą – to zaufanie. Ufamy lekarzowi, idąc do niego, że ma wiedzę niezbędną do postawienia diagnozy. Ufamy wojsku, że nas (w razie czego) obroni. Ufamy, że wszystkie służby, służą nam i naszemu dobru, a nie sobie. Także w kwestii służących, w czasach gdy byli oni częściej spotykani, to pracę tę otrzymywali jedynie tacy ludzie, którzy cieszyli się zaufaniem pracodawcy. Bycie służącym oznaczało dostęp do miejsc, widoków, wiadomości bardzo osobistych. Służba była niejednokrotnie także odpowiednikiem dzisiejszej ochrony. Motto amerykańskiej policji, to słowa To protect and serve (Chronić i służyć) i to niewątpliwie szlachetna idea.
W prawie polskim ustanowiono służbę cywilną w celu zapewnienia zawodowego, rzetelnego, bezstronnego i politycznie neutralnego wykonywania zadań państwa. To bardzo dobre założenia, pokazujące pośrednio, na czym opierać się winno służenie innym. Szczegóły promowanych postaw regulują w wielu instytucjach Kodeksy Etyki lub inne unormowania, które najczęściej wywodzą się z Europejskiego Kodeksu Dobrej Administracji przyjętego przez Parlament Europejski w dniu 6 września 2001 r. Wszystkie one nobilitują pojęcie służenia i służby do rangi pracy wykonywanej solidnie, uczciwie, godnie.
Dlaczego więc tak często wzdrygamy się przed służeniem? Bronimy się tekstami w rodzaju Nie jestem twoją służącą/twoim służącym, albo kwitujemy polecenia szefa słowa Pan każe, sługa musi. Ludzka natura (kochająca przyjemności i łatwizny) woli, kiedy to jej się służy. Jest to dążenie do wygody, przyjemności, do korzystania, a nawet do wykorzystywania innych. Buntuje się, kiedy ma przejść od myślenia o sobie (egoizm) do myślenia o innych (altruizm). Nawet te obowiązki, które przyjęliśmy na siebie z racji umowy (o pracę), albo umowy na związek (małżeństwo), nawet one niekiedy rodzą nasz bunt, czasem złość i niechęć. Cóż za ironia, czyż ktoś nas zmuszał do zawierania umów o pracę, wchodzenia w związki? A może nie byliśmy świadomi wszystkich konsekwencji naszych zobowiązań?
Na szczęście jako ludzie mamy zawsze prawo wyboru i szanse rozwoju, a każdy kto prawidłowo rozwija się psychicznie i emocjonalnie odkrywa, że żyć to nie tylko znaczy brać, ale także dawać i że być, to nie oczekiwać na obsłużenie, ale służenie. To prawdziwy zysk dla naszego poczucia spełnienia, jeśli dajemy, choć czasem wydaje się trudne. Nawet religia odnosi się do tych postaw: bo kto chce być pierwszym, niech będzie sługą wszystkich. Znane słowa, ale czy zrozumiane? Szokujące dla ludzkiego hedonizmu nauczanie Jezusa pokazuje, że wielki człowiek, to ten który służy, a nie ten który ma armię sług, bo służenie to wielkość charakteru i ducha. Także inne religie uczą, że służenie innym jest ważną częścią duchowości i że to służenie czyni osobę wielką. Prabhat Ranjan Sarkar, hinduski filozof, rewolucjonista społeczny, poeta powiedział: Bądźcie wielcy poprzez waszą (…) służbę i poprzez wasze poświęcenie. Rzekłbym, że tylko wielcy ludzie potrafią służyć innym ze świadomością robienia wielkich rzeczy, nawet przy sprawach pozornie małych i błahych.
Kiedy spojrzymy na każdą grupę w społeczeństwie, poczynając od rodziny, poprzez firmy, zakłady, instytucje, organizacje, zrzeszenia, kluby, urzędy, na partiach politycznych i instytucjach władzy kończąc przekonamy się, że mają one rację istnienia tylko wtedy, kiedy jej członkowie potrafią służyć sobie nawzajem i innym. Życie to służenie, bo kto nie potrafi służyć, nie potrafi funkcjonować ani w rodzinie ani w społeczeństwie. Myślę, że służenie to coś więcej niż praca, więcej niż obowiązki, więcej niż zrobienie, wykonanie. Czym się różni? Świadomością tego, że to co robimy ma sens, jest pożyteczne, użyteczne, albo przynajmniej konieczne. Pewnością, że czyniąc to, pomagamy, zmieniamy świat na lepsze, zaspokajamy czyjąś potrzebę, czyli właśnie służymy, a służąc spełniamy się jako ludzie.
PS Mam nadzieję, że ten blog będzie Wam dobrze służył


Witam
Blog zapowiada się niezwykle ciekawie, czekam na kolejne wpisy. Życzę wielu odwiedzających.
pozdrawiam
Anna Musiał
Mam nadzieję, że będzie ciekawy i inspirujący. Pozdrawiam!:-)
Hej, Tomku!
Jak z wieloma innymi rzeczami, tak i ze służeniem jest sporo kłopotów, ponieważ, jak słusznie zauwazyłeś, rozumienia roli sługi, jest zazwyczaj negatywne. Jezus pokazał swoim życiem na czym naprawdę polega służenie i myślę, że każdy, kto choć przez chwilę słuzył podobnie, odkrył, że służenie może budować, nieść radość, spełnienie i świadomość tego, że dajemy innym ludziom coś naprawde wartościowego -:)
Pozdrawiam Cię serdecznie i już zabieram stronke do Jaśminowej dolinki -:)
Przykład najlepszy, tylko dziś mało kto widzi jego aspekty: przecież Jezus nie tylko „nawracał”, On karmił, uzdrawiał, robił porządki w świątyni, „pomagał łowić ryby”, nauczał, dyskutował, wędrował, pochylał się nad dziećmi, trędowatymi, prostytutkami, nad prostakami i mędrcami, a jak trzeba było „bawił” na weselu. Bycie sługą, było filozofią Jego życia w każdym wymiarze i czasie. Jeśli dla Boga było to takie ważne, to czemu ludzie uważają „służenie” za coś gorszego, poniżającego? Duma? Pycha? Złe rozumienie służenia? Lenistwo? A może lubimy, tylko się tego wstydzimy?
Być może Tomku, jest to wstyd. Być może duma. A może lęk, że zostaniemy wykorzystani, że ktoś poczyta sobie nasze służenie jako wygodny poligon dla własnego wygodnictwa i lenistwa? Hm… Sama nieraz doświadczam sprzecznych emocji w tym temacie, choć bardzo lubie służyć innym, mimo tego, że dopada mnie czasem zniechęcenie -:) Chyba najtrudniej przyjąć służenie jako dar dla innych za który nikt nam nie zapłaci, a czasem nie powie nawet: dziękuje. Wtedy też demaskowane są prawdziwe motywacje naszej służby – prawdziwe służenie powinno wszak wypływać z miłości, zrozumienia i dobroci nie spodziewającej się wdzięczności – może tak naprawdę dopiero wtedy poczujemy, że służmy prawdziwie, sensownie, mądrze… Porankowe pozdrowionka!
Witaj!
Po przeczytaniu tekstu w mojej pamięci natychmiast pojawiły się słowa starej, harcerskiej przysięgi: Mam szczerą wolę całym życiem pełnić służbę…” A potem jeszcze życiowe motto Matki Ewy, założycielki diakonatów na Sląsku Cieszyńskim: „Czego pragnę? Służyć pragnę. A co jest moją nagrodą? Nagrodą jest to, że mi wolno służyć.” To jedno pole skojrzeń, w którym pojawiają się życiorysy piękne i szlachetne, życiorysy ludzi, dla których służba była swego rodzaju oczywistością.
Drugie pole skojarzeń jest inne, pojawiają się tam takie pojęcia jak służbistość czy służalstwo. To, co było piękne i szlachetne, upadło, zostało skrzywione, jak pisywał C.S.Lewis. Nawet w najgorętszej i najszlachetniejszej służbie może tkwić jakiś zalążek niebezpieczeństwa, że oto pewnego dnia zniknie nam z oczu prawdziwy cel naszej służby (dobro drugiego człowieka), a w zamian służba stanie się celem samym w sobie i doprowadzi do bezdusznego i poniekąd bezmyślnego wykonywania nałożonych obowiązków. Albo też służba stanie się środkiem do osiągnięcia innego celu, własnych korzyści.
Pozdrawiam serdecznie
Myślę, że ze służbą jest tak jak z wieloma pojęciami: są dobre realizacje i ich karykatury. Osoba służąca, może nagle się poczuć zasłużona, potem zasługująca na obsłużenie i cześć godną jej pierwotnego, szczerego oddania. Diabeł nie tkwi w szczegółach, tkwi w nastawieniu, w motywacji, w poczuciu (a najczęściej braku poczucia) własnej wartości i dobrze rozumianej pokory lub jej braku. W kontekście firmy widzę brak świadomości tego kim jest menedżer a kim lider-przywódca. To są inne funkcje, które służą czemu innemu, a źle rozumiane zaczynają służyć sobie a nawet szkodzić….
Na pewnym etapie rozwoju uczuć wyzszych i odpowiednim ukształtowaniu wartości społecznych naturalną potrzebą człowieka jest bycie potrzebnym… a z tego rodzi się własnie chęć słuzenia innym pomocą, radą… problem w tym, że tylko niewielka część ludzkości dochodzi do tego etapu… na ogół pozostając tam, gdzie kończy się etap zaspokajania własnych potrzeb życiowych (postawa roszczeniowa, praca tylko po ty, by zarobki pozwoliły na zaspokojenie potrzeb itd.) Ta świadomośc o której piszesz na końcu to IDEA – piękna, mądra… jak u Platona. Szkoda zatem, ze nasz świat jest tylko teatrem cieni, który odbija tą Ideę… pozdrawiam
Myślę, że dużo ludzi dochodzi do próby takiego etapu, tylko inni robią się wygodni jak im służysz i leniwieją, w sytuacji demokratycznej wymiany uprzejmości, miłości, czułość, pomocniczości ma to szanse zafunkcjonować, ale jeśli któraś ze stron zaczyna czuć się wykorzystywana to jakoś ta uprzejmość zanika… Jak to ktoś powiedział, początek końca miłości to brak wdzięczności
To chyba ja nawet napisałem, tylko pod wpływem pewnej pani psycholog, która mnie szkoliła z budowania więzi
)) Myślę, że za służeniem musi iść wiele czynników: poczucie wartości, charakter, życzliwość, jeśli nie miłość….Ale to już bardziej teologia, anie psychologia motywacji, choć kto wie, może to Bóg potrafił niektórych motywować najmocniej, Bóg proroków, apostołów a nie „bóg” religijnych fanatyków….