Pociąganie innych do odpowiedzialności to cel życia niejednego człowieka. W sensie zawodowym to zrozumiałe, gdy chodzi o pracę tych, którzy zawodowo strzegą przestrzegania prawa. W kontekście moralnym, to zadanie także dla polityków, dziennikarzy, choć komisje do spraw ścigania wszystkich i wszystkiego dowiodły jedynie swej stronniczości i amoralnej chęci niszczenia politycznych przeciwników, a nie chęci odkrycia całej prawdy. Nie zmienia to jednak faktu, że odpowiedzialność to pojęcie decydujące o naszej postawie i losach: w pracy, w rodzinie, na każdej drodze naszego działania. Najczęściej jednak myślimy o tym, kto i za co jest odpowiedzialny, tymczasem problem odpowiedzialności jest indywidualny i zaczyna się ode mnie. A może od Ciebie ?
Człowiek skazany jest na to by być wolnym. Skazany – nie stworzył bowiem samego siebie, a mimo wszystko jest wolny. Kiedy już raz rzucony zostaje w świat jest odpowiedzialny za wszystko co robi – twierdził Jean-Paul Sartre. Śmiała to teza, jednak wierzę, że w życiu jest tak, że dorosły człowiek zbiera takie żniwo, jakie nasiona zasiał. Nasiona czynów, myśli i celów lub ich braku. Oczywiście ludzka natura lubi zrzucać odpowiedzialność na innych - na rodziców, rządzących, historię, warunki, ale zawsze jest pewien zakres odpowiedzialności, który należy do nas samych. To nie jest kwestia miejsca na Ziemi, ustroju, genów, klimatu, ideologii, czy religii tylko naszego charakteru, nastawienia, myślenia i postępowania.
Na czym jednak polega odpowiedzialność? Czy tylko na formalnym ponoszeniu odpowiedzialności za swoje czyny przed prawem, przed innymi? Odpowiedzialność ponosimy przed prawem, czy tego chcemy czy nie i nie ma tu miejsca na wybór. Zgodnie z definicją Człowiek odpowiedzialny to ktoś na kim można polegać (Słownik języka polskiego). Do tego to się sprowadza, do możliwości mówienia każdemu: Możesz na mnie polegać i działaniu zgodnym z tymi słowami. To jednak kwestia wyboru postawy, stylu działania, posiadaniu motywacji płynącej z wnętrza. To kwestia wolności wyboru, dojrzałości, moralności, uczciwości, pracowitości, lojalności, czyli odpowiedzialności właśnie.
Jaki to ma związek z zarządzaniem? KLUCZOWY! Lider to ktoś kto bierze odpowiedzialność. Za innych, za działania, za efekty, za wizję lub jej brak, za rozwój (nie tylko organizacji ale nade wszystko poszczególnych członków zespołu i samego siebie!), za warunki, za nastroje, motywacje, relacje, nawet za entuzjazm lub jego brak. Przywódcę poznasz po słowach: „Jeśli ktoś jest odpowiedzialny, to jestem to ja”. (Brian Tracy, Tajemnice efektywnego przywództwa). Fenomen prawdziwego przywództwa polega na tym, że biorąc pełną odpowiedzialność za wszystko jednocześnie deleguje się na innych działania, procesy, projekty. Deleguje się wierząc w cudzą odpowiedzialność, kompetencje, uczciwość i w to, że ludzie lubią pracować, sprawdzać się, tworzyć. Że można na nich polegać, bo są odpowiedzialni. Że kontrolowanie to raczej motywowanie, wspieranie, wzmacnianie a nie popędzanie, karanie, wyżywanie się na ludziach.
Odpowiedzialność nie jest uczuciem z jakim podchodzimy do realizacji jakiegoś celu. To raczej świadomość celowości działania i konsekwencji jego zaniechania. To filozofia przejęcia kontroli nad wydarzeniami, zjawiskami, działaniami, a nie bezwolne pływanie z prądem. W świecie zmian mamy ciągłe poczucie zależności od innych, od wydarzeń, trendów, kryzysów. Nie zwalnia nas to od odpowiedzialności. Mamy wybór: Albo przyczynimy się do wprowadzania zmian i weźmiemy za nie odpowiedzialność, albo staniemy się ich ofiarami.(Richard Bannon). Nie bądźmy ofiarami, bądźmy tymi, którzy zmieniają siebie, radzą sobie ze zmianami wokół i adekwatnie do tych zmian reagują oraz biorą odpowiedzialność za każdy dzień, sprawę, telefon, pismo, problem, drobiazg, czy wielki projekt, a nawet za uśmiech na twarzy lub jego brak…


Hej, Tomku – ja mam wrażenie, że odpowiedzialność, nie tylko w sferze „firmowej”, to powoli słowo zapominane, traktowane coraz lżej… Gdy coś złego się zdarzy, często okazuje się, że odpowiedzialnego za to brak… Jest moda na „zwalanie” odpowiedzialności, uciekanie od niej… A lider, szef, ojciec, nauczyciel – bez poczucia odpowiedzialności za ludzi, rodzinę, uczniów jest tylko potencjalnym „zagrożeniem” dla onych
Tak mi się wydaje, ale mogę się mylić
Pozdrawiam serdecznie!
W sumie to mechanizm jest zawsze taki sam, albo ktoś mówi: „Jestem odpowiedzialna/y”, albo mówi: „To on/a/ni są winni!”. Reszta jest komentarzem
))
Zbliżałeś się do tematu rozpoczynając wędrówkę od rozumienia odpowiedzialności w sensie prawnym. Mam wrażenie, że wielu rozbija biwak w tym miejscu: odpowiedzialność to ponoszenie konsekwncji za swoje czyny. Ot, i tyle, potem to już tylko należy odpowiednio dobrać system kar i nagród. Jednak to nie odpowiedzialność, to tresura. Miło jest iść z Tobą dalej. Piszesz, że odpowiedzialność to rodzaj świadomości. Chciałabym pobawić się słowem: odpowiedzialność to wola i zdolność do udzielenia odpowiedzi. Brzmi trywialnie i trąci czczą gadaniną? Niezupełnie. Myślę, że gadanina to właśnie próba uniknięcia odpowiedzi, odwracania uwagi. Spójrzmy na Adama, przed upadkiem przechadza się z Panem Bogiem po raju i rozmawiają sobie o różnych rzeczach. Któregoś wieczoru Pan Bóg przychodzi, pyta „Gdzie jesteś?”, a Adam próbuje wymigać się od odpowiedzi. Jak masz ochotę się pobawić, to przyjrzyj się tej rozmowie pod tym kątem: żadna z odpowiedzi nie jest odpowiedzią sensu stricto na zadane pytanie. Na świat wkradł się lęk przed tym. co może się wydarzyć. Być może człowiek odpowiedzialny, to człowiek, który oswoił tenże lęk i w związku z tym mówi to, o czym jest przekonany i robi to, co obiecał, nie bojąc się konsekwencji.
Kwestia, którą poruszasz jest wiodąca. Nazywanie rzeczy po imieniu, to w pewnym sensie początek odpowiedzialności. Peryfrazy, wszelkie „mijania się z prawdą”, sztuczki językowe są od początku narzędziem unikania. To tak jak z „nieumyślnym spowodowaniem śmierci”, bo według prawa nie karze się za głupotę, za brak myślenia, czy przewidywania, musi być zamiar i premedytacja. Poza tym w psychologii odkryto mechanizm samooszukiwania, samooczyszczania we własnych oczach, czy klasycznej już projekcji własnych grzeszków na innych. Cóż, to prawie fascynujące, że człowiek w swej „doskonałości” potrafi oszukiwać sam siebie. Oczywiście, by nie widzieć siebie takim, jakim jest i unikać odpowiedzialności, przed innymi i przed sobą. O Panu Bogu nie wspomnę, wszak faryzeusze byli „najświętsi”…
„Nazywanie rzeczy po imieniu” – zawędrowaliśmy do Ziemiomorza, wszak poszukiwanie imion jest naczelnym zajęciem magów
Nietrafnie dobrane imiona powodują, że wybieramy w życiu drogi, które ostatecznie prowadzą na manowce, gdy pożądanie nazywa się miłością, a tchórzostwo dążeniem do pokoju. Albo odwrotnie.
Być może rzeczywiście oszukujemy siebie, jak mówi psychologia. A może jest tak, że jest to szalenie trudne zadanie, któremu trzeba poświęcić całe życie, jak magowie.
Miałabym ochotę dotknąć jeszcze kilku innych poruszonych przez Ciebie kwestii, ale jak zacznę, to będę sidzieć przy tym przez pół dnia i zrobi się z tego cały esej
Z tego wniosek, że najwyższy czas na spotkanie…
Cóż, kluczową sceną w I części „Ziemiomorza” to dla mnie ta, gdy Ged nazywa swego demona, alter ego – czymkolwiek jest to, co go ściga… Kiedy przyznaje się do prawdy o sobie, kończy się jego ucieczka przed – jak się okazuje – sobą. Być może żyjemy w epoce wielkiej ucieczki od odpowiedzialności. Zawsze winni to inni, oni…I jak tu się zmieniać, rozwijać, nawracać, kiedy to my jesteśmy „święci” ?
))